wtorek, 6 lutego 2018

Świnka chudzinka: +10kg w pół roku

   Miałam w planie dzisiaj napisać zakończenie mojej „głupoty”, czyli dojście do momentu, od którego wszystko się zaczęło i od zmian, jakie zaszły. Jednak wracając dzisiaj do domu stwierdziłam, że to jednak jest dobry moment na małe przyspieszenie i pokazanie, że kilogramy szczęścia nie dają- no dobra, akurat w tym momencie te dodatnie dają J




500kcal vs 2000 kcal


   Olbrzymi skok kaloryczności? Tak, różnica jest wielka, to samo tyczy się ilości jedzonka. Jeszcze kilka miesięcy temu potrafiłam żywić się waflami ryżowymi, samymi owocami i liczyć każdy plaster pomidora. W tej chwili po prostu jem +/- 2000 kcal. Postawiłam sobie za cel wyzdrowieć, doprowadzić organizm do porządku i dopiero wtedy zacząć myśleć o wadze, sylwetce itd. Kiedy w czerwcu moja głupota doprowadziła do takiej niskiej kaloryki byłam przekonana, że tak trzeba- nie czułam głodu, zmęczenia, a jakieś tam symptomy osłabienia organizmu ignorowałam. W tej chwili pukam się w czoło i pytam „halo mózgu, gdzie ty byłeś?”



Przemęczenie czy brak sił?


   Koniec roku akademickiego, ostatnie zaliczenia, egzaminy, a zaraz po nich wyjazd za granicę. No tak, organizm miał prawo być przemęczony. Do tego dokładałam treningi, kilkunastokilometrowe wycieczki rowerowe i oczywiście minimalna ilość jedzenia. W Holandii zrzucałam winę na zmęczenie, na gorąco, na brak sił. No bo przecież pracowałam fizycznie przez kilka dobrych godzin, przenosiłam/przewoziłam ciężar kilkukrotnie przewyższający moją wagę, a do tego było tak upiornie duszno. Nic dziwnego, że zrobienie kilkunastu przysiadów, czy kilku serii brzuszków wydawało się wtedy czymś nierealnym. Może gdybym jednak zaczęła jeść to miałabym siłę? Na pewno!
 
 (pomijając brak jakiegokolwiek makijażu, bo do pracy nie miało to wtedy sensu, czy tylko ja widzę na tych zdjęciach kości?)

+10kg tak bardzo cieszy


Dzisiaj po raz kolejny robiłam pomiary(o tym też planuję napisać osobny post) i co się okazało? 10kg więcej! Większość ludzi w tym momencie wpada w panikę, zaczyna się dramat, bo przecież jak to. Tyle przytyć w pół roku?! A ja po prostu spojrzałam na ten wynik i tyle. Po analizie wszystkich wymienionych składników widzimy, że waga rośnie, ale przekłada się to też na zwiększenie tkanki mięśniowej. Żeby było ciekawiej tkanka tłuszczowa spada. I tu zaczyna się problem, bo mój tłuszczyk gubi się w szybkim tempie, a BF jest bardzo niski. Oczywiście stając na wagę tego nie widać, ale dokładna analiza składu ciała pozwala sprawdzić, jak to wszystko wygląda.

Chudzinka czy świnka?


Na koniec kilka zdjęć. Jeszcze pół roku temu nie widziałam nic złego w tym, jak wyglądam. Wtedy kilka osób napisało, „wow wyglądasz super”, zaczęły się pytania, jak schudłam, jak mi się to udało. Serio? Ludzie, czy wtedy chorobę widziało tylko kilka osób? Czy ta chudość tak bardzo się Wam podoba? Dla porównania aktualne zdjęcia.

 
(jedno z najgorszych zdjęć, które udało mi się odkopać-ostatnie dni w Holandii, te bardziej drastyczne zachowam dla siebie)
(aktualnie +10kg od zdjęcia wyżej)


I na koniec mały bonus- zdjęcie najedzonego, pełnego brzuszka. Tak, tak wygląda aktualnie. Zdjęcie dosłownie sprzed kilku godzin, zrobione ok godz. 14.30, czyli po 3 posiłkach w tym sporym obiedzie i kilku litrach płynów. Bez spinania, bez wypinania, bo po co? A no i jeszcze po pochłonięciu słodkości(tych bardzo nie fit, bo czasami i takie wpadają). Aż żałuję, że nie wpadłam na pomysł robienia zdjęć rano.


   Jak Was bardzo razi i gorszy to po prostu nie patrzcie. Nie jest to instagramowe zdjęcie przerabiane setkami filtrów, nie było robione w najlepszym świetle i z najlepszej strony. Jasne mogłam zrobić i takie- mogłam się postarać, spiąć brzuch, nienaturalnie wygiąć, poszukać idealnego światła, dodać kilkanaście filtrów i trochę je podrasować, żeby był efekt. Tylko jaki ma to sens? Pokazać coś, czego nie ma? Wolę pokazać coś, co istnieje, coś co udało mi się osiągnąć, a to dopiero początek.

   Jak zwykle plan był „krótko i na temat”, ale akurat pewne kwestie doprowadzają do potoku słów, których nie umiem nie napisać, bo przecież wszystko jest ważne.


Więc teraz krótko- jedzcie i rośnijcie duzi, bo ciężary się same dźwigać nie będą <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)