niedziela, 11 lutego 2018

Body Boom- peeling kawowy naturalny i kokosowy

Ostatnie recenzje to same pozytywne wpisy na temat produktów, które się u mnie sprawdziły. Nie wiem, czy mam po prostu szczęście, czy tak łatwo mnie zadowolić?
Dzisiaj będzie kolejna pozytywna recenzja, ale produktu, który mnie totalnie zaskoczył i po, którym nie spodziewałam się takiego działania.

Oba produkty będę oceniać równocześnie, bo jedyne, czym się różnią to zapach.


Body Boom
Peeling kawowy naturalny/ kokosowy

cena/pojemność: ok 10 /30g


Wygląd/opakowanie/ konsystencja

  Peelingi zapakowane są w papierowo-foliowe(?) woreczki strunowe. Rozwiązanie całkiem fajne i na pewno modne, lekkie i łatwe w przechowywaniu. Niestety minusem jest to, że po jednorazowej aplikacji miałam już problem z "zasunięciem". Po użyciu i w kontakcie z wilgocią woreczki nie chciały już tak dobrze współpracować. Sam peeling jest gęsty, grudkowaty i w odczuciu wilgotny. Dosłownie, jak mokre fusy, albo jak namoczona mąka kokosowa. 




Aplikacja   


   Chyba nie ma nic przyjemniejszego niż aplikacja- uwierzcie, że zapach kawy jest cudowny. Nie potrafię go opisać, a nie jestem jakimś kawoszem i generalnie ten aromat mnie nie rusza. Po otwarciu opakowania można odpłynąć- no nie do końca, bo jest tak energetyzujący, że zasnąć się nie da. A to połączenie z kokosem! Przepadłam! Po tych wszystkich zachwytach czas na właściwą aplikację, czyli rozprowadzenie i masaż peelingiem wilgotnej skóry. Drobinki są bardzo ostre, chociaż wcale na takie nie wyglądają. Masowałam zwilżone ciało przy czym co jakiś czas dodatkowo moczyłam ręce, żeby nie podrażniać skóry. Sam masaż jest bardzo przyjemny, peeling nie zsuwa się ze skóry, nie roluję i daje bardzo łatwo i równomiernie rozprowadzić. Po chwili wyczuwałam w niektórych miejscach pieczenie, a po zmyciu skóra była zaróżowiona

Działanie


   Tak, jak pisałam wyżej, niektóre miejsca piekły po użyciu peelingu, zwłaszcza okolice pośladków i ud- być może dlatego, że to na nich najbardziej się skupiałam i mocno masowałam. Po całym zabiegu skóra była wyraźnie zaróżowiona i rozgrzana. Jednak to, co mnie zachwyciło to efekt! Nie tylko złuszczony martwy naskórek, pozbycie się suchych miejsc, ale też przyjemne nawilżenie i wygładzenie skóry. Dosłownie, jak po użyciu mocnego masełka, czy olejku, a przy tym brak tłuszczenia. Nie musiałam nawet stosować dodatkowego balsamu, bo skóra była w rewelacyjnym stanie.

Czy polecam? Oczywiście! Sama na pewno pokuszę się o kolejne opakowania. Niestety minusem jest to, że taka saszetka wystarcza na 2-3 użycia na całe ciało. Trochę słabo, ale na szczęście można je dostać w większych opakownaiach.
Znacie te peelingi? Co o nich myślicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)