sobota, 30 marca 2019

Redukcja z głową, czyli moje luźniejsze podejście do "formy"




 Dzisiaj mam dla Was kolejny wpis z serii tych bardziej "fitlifestyle". Odpuściłam sobie trochę i nie narzekam. Lubię pisać, sprawia mi to frajdę, ale nic na siłę. Zwyczajnie nie mam czasu, a czasami i ochoty, żeby usiąść i przelać kilka słów na bloga. Wpisy będą, ale po prostu w swoim czasie, wtedy, kiedy zwyczajnie dostanę weny :)

Mała masóweczka weszła

   Po tym przydługim wstępie chciałabym Wam teraz opowiedzieć o tym, jak aktualnie planuję, a właściwie już przeprowadzam redukcję. Jakoś w styczniu podniosłam kalorykę, trochę świadomie, ze względu na potrzeby organizmu, ale też przez "wieczną redukcję". Wiecie, to taki okres, kiedy niby chce się coś tam zbudować, a tu jednak w głowie wciąż szczupła sylwetka i płaski brzuch :)
Jak to wyglądało u mnie? Zwyczajnie, starałam się jeść pełnowartościowe posiłki, ale do tego wliczałam małe "grzeszki". Milka, słodkie płatki, jakieś ciastko whatever :) Po co to wszystko? A no po to, żeby odpocząć trochę, zaspokoić swoje wewnętrzne potrzeby i trochę poprawić relacje z jedzeniem.


Plany redukcyjne

   Od prawie dwóch tygodni znowu redukuję. Główny powód? Kilka cm dodatkowych, trochę wyższa waga, ale przede wszystkim samopoczucie. Ubrania już nie leżą tak dobrze, parę fałdek dodatkowych, pogorszenie stanu skóry i większy cellulit. Chociaż pewnie nikt z zewnątrz aż tak tego nie zauważa, ja jednak mam wrażenie, że "to już nie ja". Czy mam określony cel? Jasne, jakaś cyferka tam w głowie jest, jakieś wymiary też, ale bez spiny. Będzie to będzie, nie to nie:) Chyba powoli dojrzewam do momentu, kiedy sylwetka to nie wszystko, a priorytety się zmieniają.

A w praktyce #czekoladateam

Pół żartem pół serio. Jak pisałam wyżej- luz. Liczenie kalorii i makrosów nadal jest i będzie. Ochota na słodkie? Ok kostka, dwie wliczone w bilans niczego nie zepsują. Małe wpadki? To nie tragedia. Idealny przykład- kilka dni temu wróciłam z pracy po 12h. Totalnie bez sił, głodna, jakbym nic nie jadła od wieków. Mogłam po prostu pójść spać, ale wiedziałam, że będę się tłuc, wiercić i przeklinać całą noc, a w brzuchu będzie burczeć. Zjadłam kolację mimo, że przekroczyłam bilans, w kolejnych dniach obcięłam po te kilkadziesiąt kalorii i wszystko się wyrównało. Można? Można.

Badania jako podstawa

   Pisząc ten akapit już mam w głowie "ok w przyszłym tygodniu zrobię". Hmmm czyżbym tak nie mówiła od listopada? No dobra, mam to na uwadze, zwłaszcza, że sisi mnie męczy (bardziej ze względu na pisanie licencjatu, do którego potrzebuje moich wyników niż z troski :P), ale jakoś zawsze "nie po drodze". Może w końcu w tym tygodniu się wybiorę :) W tym miejscu chciałabym Wam jeszcze zwrócić uwagę na wybór lekarza. Wiem, że są tacy, którzy za *** nie chcą dawać skierowań, bo po co? Przecież nic Wam nie jest. Ja mam to szczęście, że mój wie, jak ważna jest profilaktyka i bez problemu wypisuje skierowanie na podstawowe parametry, a kilka innych dopłacam. Może te paredziesiąt złotych to nie majątek i bez tego mogłabym je zrobić, ale przy okazji mam pewność, że potem sprawdzi je i przeanalizuje. Nie wiem, czy wiecie, ale istnieje coś takiego, jak błąd medyczny. Sami zobaczcie, jak teraz diagnozowani są pacjenci. Ile razy zdarza się słyszeć "nic ci nie jest", albo "insulinooporoność", "hashimoto" na podstawie zwykłej morfologii. Serio? Wiem, że tak najprościej, ale chyba część lekarzy zapomina, że jedno badanie nie jest w stanie wykryć choroby, a przez ich niedopoatrzenie i bezmyślność ludzie cierpią jeszcze bardziej. Więc zwracajcie uwagę do kogo idziecie i po prostu bądźcie czujni.

Ja zabieram się za przygotowanie śniadanka i lecę z kolejnym dniem redukcji :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)