poniedziałek, 28 maja 2018

Trening personalny w praktyce

    Chciałabym dzisiaj poruszyć kwestię treningu personalnego, jak to wygląda i czy warto skorzystać? Pierwsze akapity oczywiście z przymrużeniem oka, podkolorowane, ale WIEM JAK JEST. I nie są to jakieś bajki- czasami tak wygląda rzeczywistość.


Wybór trenera


   To chyba najważniejsza kwestia, nad którą warto się zastanowić. Tak wiem, trenerów teraz można znaleźć wszędzie(dosłownie). Tylko nie sztuką jest pójść do kogoś kto zrobił kilkunastogodzinny kurs, odebrał papier i udaje, że wie wszystko. Warto rozejrzeć się, popytać o opinie, może trochę przyjrzeć się, jak pracuje, porozmawiać- sprawdzić, czy na pewno to z nim chcemy współpracować.


Plan treningowy


   Kolejna istotna kwestia. I znowu żadną filozofią nie jest wrzucenie komuś planu zdartego z sieci, a uwierzcie, że jest ich tysiące, wrzucenie kilku maszyn. No dobra, niech doda jeszcze jakieś machanie hantlami, żeby nie było zbyt nudno. Zapomniałam- przecież nie zapytał, czego ty oczekujesz, no bo po co, spojrzał i już wie, że jak jesteś kobietą to na pewno milion serii na pośladki i brzuch i odrobina nóg. Zadaniem trenera jest ułożyć taki plan, żeby był dopasowany do tego, co chcesz osiągnąć i co możesz robić(tak, są ćwiczenia, których nie wykonasz poprawnie, bo twoja budowa, czy kontuzje na to nie pozwalają).

Ustalenie grafiku, ilości spotkań


   No tak wszystko już mamy, to wybierzmy, poniedziałek+wtorek+środa, a potem chill. Albo może, kiedy zadzwoni i ma czas to wpadnij. Nie- masz wiedzieć, kiedy trenujesz i ile trenujesz, bo „na kawę się nie umawiacie”. Płacisz to wymagaj, w końcu taką ma pracę, albo ma czas, żeby poświęcić Ci tą godzinę, albo nie. Bo nie widzę sensu wpadać raz na jakiś czas, pomachać łapkami, zapłacić i wyjść. Oczywiście cały czas mam na myśli konkretną pod względem ilości liczbę spotkań.

No to przejdźmy do praktyki


   Decyzję o wykupieniu kilku treningów personalnych rozważałam już od dłuższego czasu. Dobre kilka miesięcy. Dopiero w styczniu stwierdziłam, że ok, to już i jakoś w połowie miesiąca zaczęłam. Wybór trenera był oczywisty. Już w zeszłym roku obserwowałam, jak prowadzi podopiecznych, co z nimi robi, jak się zachowuje, więc wiedziałam, że to będzie 100% zaangażowania  pracę. Na początku ustaliliśmy, co będziemy robić. Generalnie chciałam, żeby ktoś ze mną poćwiczył technikę i sprawdził, co można poprawić, pokazał inne ćwiczenia. Priorytetem było podciąganie i wyciskanie sztangi na płaskiej(tak wiem, na ch** mi to). Pamiętam, jak Łukasz tylko się uśmiechnął- no tak, mogłam sobie zażyczyć wszystkie treningi wyłącznie na tyłek i brzuch.
Po pierwszym treningu FBW stwierdziłam, że to nie to- zdecydowanie wolę podział na partie. I tak kolejne spotkania zawsze zaczynałam od podciągania z pomocą trenera- ten ból, kiedy drążki nie są przystosowane do niskich ludzi, a ja niestety nie mam na tyle siły, żeby sama się podciągnąć(spoko, kiedyś mi się uda;)) Pozostałe ćwiczenia w zależności od tego, co akurat wypadało raz góra(plecy, klatka, biceps, triceps), a raz dół(nogi, pośladki) i barki. Każdy trening zaczynałam rozgrzewką i kończyłam rozciąganiem. Uwierzcie, że po godzinie wychodziłam ledwo żywa, zwłaszcza po treningu nóg.

   Treningi miałam raz w tygodniu, a w pozostałe dni trenowałam sama albo chodziłam na zajęcia fitness. Sama chciałam, żeby tak to wyglądało,bo nie zależało mi na nie wiadomo jakich efektach, ale na technice i jeszcze raz technice.

   Łukasz pokazał mi mnóstwo ćwiczeń, pilnował, żebym wykonywała poprawnie i udowodnił, że wcale nie potrzeba dużego ciężaru, żeby konkretnie dobić mięśnie. O ile do tej pory uwielbiałam trenować, tak wtedy dosłownie zakochałam się w treningach.



   Właściwy człowiek, na właściwym miejscu. I nie, nikt mi nie zapłacił za zrobienie reklamy(ani Łukasz, ani klub :P). Ale jak już jestem w tym temacie to powiem Wam, że takich trenerów, jak są w Platinium to życzę każdemu- dobrze przygotowani, sympatyczni, widać, że kochają swoją pracę i wkładają w to całe serducho J

No dobra, mogłabym tak w nieskończoność. Podsumowując, usłyszałam, że „przewaliłam” swoje stypendium na jakieś treningi, ale nie żałuję! Prawda jest taka, że gdybym miała taką możliwość to wykupiłabym kolejny pakiet treningów, i kolejny… Jedni kupują perfumy Diora, a inni treningi personalne. Co zrobisz :P Ja wybrałam to drugie. J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)