niedziela, 29 kwietnia 2018

Efektima- Sunstatic natural glow

   Hej. Długo się nie odzywałam, niestety cierpię na chroniczny brak czasu, stąd moje nieobecności. Mam nadzieję, że majowy odpoczynek pozwoli na nadrobienie chociaż kilku najważniejszych spraw. Ostatni weekend spędziłam w Warszawie na Meet Beauty i właśnie stamtąd przywiozłam cudeńko, o którym dzisiaj chciałabym napisać kilka słów.

   Pora wiosenno-letnia to czas, kiedy chętnie korzystam z balsamów brązujących. Oczywiście najchętniej leżałabym na słońcu całymi dniami, ale niestety tak się nie da. Z pomocą przychodzą wszelkiego rodzaju spray’e, balsamy brązujące i samoopalacze, chociaż tych ostatnich raczej unikam.   
 cena/pojemność: ok 16zł/200ml

Wygląd/opakowanie/konsystencja

   Opakowanie jest bardzo wygodne, bo pompka pozwala dozować odpowiednią ilość produktu. Jedynym minusem jest niestety brak blokady. Kiedy już odkręciłam dozownik na „open” niestety całość odskoczyła i nie ma możliwości ponownego zamknięcia. A szkoda, bo miałam w planie zabrać go ze sobą. W ten sposób zyskał małego minusa, bo musi stać w jednym miejscu, żeby zawartość się nie wydostała.
   Konsystencja jest dosyć gęsta, nie przelewa się przez palce, ale bardzo dobrze rozprowadza po skórze. Kolor delikatnie żółtawy-charakterystyczny dla tego typu produktów. I co ważne- zapach, nie jest silny i nieprzyjemny. Podczas aplikacji powiedziałabym, że produkt ładnie, świeżo pachnie. 

 Aplikacja

   Jestem pod ogromnym wrażeniem działania- już po kilku godzinach skóra nabiera zdrowego, opalonego koloru. Na pewno nie jest to brzydka pomarańcz, a delikatny brąz. Po dwóch aplikacjach, miałam efekt jak po kilku godzinach opalania, bardzo ładny, jednolity. Nie miałam najmniejszego problemu z plamami na kolanach czy łokciach, chociaż przed nałożeniem balsamu polecam jednak zawsze robić peeling. Ważne, aby pamiętać o umyciu rąk po aplikacji, bo niestety duża ilość produktu będzie powodowała pozostawania żółtych przebarwień. 

Działanie

   To, co dla Wielu jest problemem w tego typu produktach – zapach, typowy mocny, wręcz drażniący aromat DHA, który powstaje w kontakcie ze skórą. Tu owszem mamy ten składnik, ale nie na początku INCI, więc jego stężenie jest mniejsze, a zapach niemal niewyczuwalny.
W trakcie i po aplikacji skóra nie pachnie „spalenizną”. Wiem, że może szczegół, ale jest to chyba jeden z głównych powodów, przez który balsamy brązujące nie są tak chętnie kupowane.

Jeśli mam być szczera- to chyba najlepszy balsam, jaki miałam. Niemal natychmiastowa opalenizna, brak smug i nieprzyjemnego zapachu. A w dodatku w bardzo korzystnej cenie.

To kto się skusi na to cudeńko?:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)