niedziela, 3 grudnia 2017

Świnka chudzinka: pamiętnik#2

Masz grube kości


Nigdy nie byłam szczupła. Od dziecka słyszałam „to przez grube kości”, „wdałaś się do babki”. No proszę Was! Okey, geny genami, tego nie oszukasz i nagle z marnych 157cm nie urośniesz do 170, a twój szkielet nie zmieni cudownie swojego kształtu! Ale jak można powtarzać to dziecku czy nastolatce? Słyszysz to tyle razy, że w końcu zaczynasz w to wierzyć. Co z tego, że będę mniej jeść? I tak mi to nic nie da, bo tak już musi być.
W czasach liceum kilkakrotnie podchodziłam do odchudzania. Z marnym skutkiem.
 Znalezione obrazy dla zapytania grbe kości

Jedz mniej, a najlepiej nie jedz


Naczytałam się, że trzeba jeść mniej, że mam jeść dużo owoców i jogurtów. Super, tak zrobię. Dokładnie pamiętam, jak zjadałam rano kanapkę z szynką albo serem i o tym jechałam do szkoły. Tam wpadało jabłko albo mały jogurt(oczywiście słodki), wracałam do domu ok 16-17 i zaczynałam ucztę. Na stole zawsze czekała już gorąca zupa, chwilę później drugie danie. O 18 obowiązkowo „Pierwsza miłość” a do niej pączek w czekoladzie z budyniem. Wpadał też wafelek albo ciastka. Potem kąpiel i nauka. Ale moment… Przecież ktoś powiedział, że mózg potrzebuje energii, więc ładowałam jeszcze więcej cukru- czekolady, kolejne batoniki i tak zagryzałam kolejne strony. No i na coś się ta energia przydała- cyferki w dzienniku były idealne. Szkoda, że tylko one, bo te na wadze już niekoniecznie.
Ale ja przecież nic nie jadłam- maleńkie śniadanie+jogurcik/jabłko i obiad. Słodyczy mózg nie rejestrował.

Magiczne 60kg


I nadeszły święta Bożego Narodzenia. Stanęłam na wagę , a wskazówka dobiła do 58kg(tyle lat, a ja nadal pamiętam). Stwierdziłam ok, przez święta i tak nie schudnę, ale więcej niż 60kg nie mogę ważyć. Ograniczyłam trochę słodycze, zjadałam już tylko jedno z dań obiadowych, a z czasem wykluczyłam śniadania. Chodziłam głodna, ale co z tego-zaraz studniówka. Zgubiłam może ze 3kg i byłam przeszczęśliwa, chociaż nadal wyglądałam, jak mały prosiak.

Chodakowska dobra na wszystko


Jakoś miesiąc-dwa przed maturą zaczęłam się ruszać. WF-u nie liczę, bo wiadomo, że kombinowałam, byle tylko nie ćwiczyć, albo ćwiczyć jak najmniej. Pamiętam pierwsze 6-minutówki. Najpierw dwie, potem 3. Te 18 minut mnie zabijało. Było mi wstyd, kiedy Ewka mówiła „połącz 5 filmików w całość i stwórz trening”- że niby 30-45minut?!
Ale uparłam się, ćwiczyłam codziennie i idąc na ustną maturę z polskiego weszłam w sukienkę w rozmiarze S, którą mam do dziś! To uczucie, kiedy ktoś powiedział „ty chyba schudłaś” nakręciło mnie jeszcze mocniej.

Pracuję, ale nie jem


Zaraz po maturze pierwsza praca- oczywiście wyjazd bez śniadania. W ciągu dnia kilka wafli ryżowych, a na wieczór maleńka porcja obiadowa, a najlepiej same owoce. Na ćwiczenia też już czasu nie miałam, więc na jakiś czas dałam sobie spokój. Tylko czemu ta waga nie spadała?!


grudzień 2011-maj 2012

I tak pierwszy etap odchudzania i wprowadzania głodówki miałam za sobą….


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)