poniedziałek, 20 listopada 2017

Świnka chudzinka: pamiętnik#1

Widzicie zmiany na blogu? Ja jestem nimi zachwycona. Mam nadzieję, że doda mi to powera i w  końcu wrócę tutaj na dobre. Chciałabym się skupić przede wszystkim na budowaniu nowej tematyki, czyli wprowadzeniu przemyśleń na temat odżywiania. Jest to temat, który od dawna siedzi mi w głowie. Do tej pory nie bardzo wiedziałam, od czego zacząć. Ale od czego ma się przyjaciół? Pomysł na „pamiętnik” powstał dzięki Majce(dziękuję:*), która powiedziała, że ona sama chętnie czytałaby tego typu wpisy. I oto jest!
            Skąd „świnka chudzinka”? Obejrzyjcie ten filmik- wszystko będzie jasne.


 Filmik zobaczyłam kilka lat temu i od tamtej pory jest nieodłącznym elementem faz odchudzam się/nie odchudzam się. Od jakiegoś czasu zaczęłam uważniej przyglądać się temu, jak wygląda moje podejście do zdrowego stylu życia i dokształcać się w tym kierunku.
Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, zapraszam.
     

            Prosta droga do zaburzeń odżywiania


Znasz to uczucie, kiedy stajesz na wagę i stwierdzasz „serio?! Od jutra dieta”. No tak, żeby to było takie proste. Jeśli masz tyle siły podjedziesz do tematu rozsądnie, jeśli nie- zrobisz głodówkę, bo przecież tak najprościej. Wytrzymujesz tydzień, dwa, miesiąc, pół roku. Chudniesz, nikniesz w oczach. Jedni mówią Ci, że wyglądasz rewelacyjnie, inni, że stajesz się kościotrupem. Co robisz? Ciśniesz dalej, bo przecież chcesz pokazać, że można jeszcze więcej. Dochodzisz do momentu, kiedy organizm nie wytrzymuje. Ok, dzisiaj zjem to czy tamto-„od jednego ciastka nie przytyję”. Tak, raz drugi, trzeci i nagle wracasz do punktu wyjścia. Po czym dalej spinasz pośladki i przechodzisz na kolejną dietę. … Muszę kończyć? To chyba logiczne- błędne koło trwające lata. I nagle Twój problem nie jest już tylko Twoim problemem. To, co wydawać by się mogło chęcią zmiany sylwetki, staje się obsesją. Tracisz zdrowe relacje z jedzeniem, w każdym posiłku widzisz wroga, a kiedy próbujesz się z tym oswoić okazuje się, że potrafisz pochłonąć tysiące kilokalorii…. Nie cierpisz tylko Ty, ale też ludzie wokół Ciebie…
           

            Ruszę się i wszystko będzie super


To też znasz. Nie robisz nic, nagle z dnia na dzień włączasz filmik Chodakowskiej i już myślisz, że będziesz fit. Nie będziesz. Po kilku 6-minutówkach nienawidzisz zarówno Ewki, jak i samego siebie, i nie wiesz nawet, kogo bardziej. Bo kogo to wina, że sapiesz przy każdym podskoku i płaczesz z bólu? Tylko Twoja, Twojego lenistwa i Twojej głowy.

Tak, właśnie o tym chciałam napisać. Mam nadzieję, że dzięki serii tych postów chociaż kilka osób przemyśli swoje zachowanie, zmieni podejście do życia i samego siebie. Można. Da się. Tylko trzeba odpowiednio do tego podejść. I wcale nie musisz tracić na to 6 lat, jak było w moim przypadku.


Zachęciłam Cię? Mam nadzieję, że tak, bo kolejne posty będą mniej ogólnikowe, bardziej dobitne i poparte konkretnymi sytuacjami z życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Staram się odpowiadać na większość z nich:)